RSS
czwartek, 02 grudnia 2010
historia której nie było...

-Cholera! Ale zimno- przeklęłam w myślach mroźny osad przylepiający się do wszystkiego, a już najbardziej do moich policzków. Przyśpieszyłam kroku marząc jedynie o ciepłej herbacie w domu. Z zamyślenia wyrwał mnie głos –Lili, zaczekaj!- Za mną stała Basia, chociaż poznałam ją bardziej po głosie, bo szalik zakrywał jej niemal całą twarz, jak wszyscy próbowała jakoś chronić się przed mrozem. Basia, pulchna blondynka o słodkiej buźce była kiedyś moją sąsiadką, później wyprowadziła się gdzieś do Rembertowa i na jakiś czas straciłyśmy kontakt. Czego zresztą żałowałam, szczególnie gdy przypadkowo wpadłyśmy na siebie w jakimś branżowym klubie, i odkryłyśmy że mamy, powiedzmy wspólne zainteresowania. Baśka nigdy nie była zadeklarowana, a każdy swój związek utrzymywała po cichu, twierdząc że jej to nie przeszkadza, niemniej zdziwiłam się widząc u jej boku wysokiego, a nawet bardzo wysokiego bruneta, w którym po chwili poznałam Piotrka, chłopaka który odkąd pamiętam uganiał się za nią.

-Kopę lat- wykrzyknęła, całując mnie w policzek- Dzwoniłam kiedyś do ciebie, ale cały czas się włącza poczta! Jak fajnie cię widzieć! Co słychać?!- wystrzeliwała z siebie słowa z prędkością karabinu, zresztą jak zwykle ona.

-Cześć lalka- cieszyłam się że ją spotkałam- zmieniałam jakiś czas temu numer, pewnie dlatego ta poczta…cholernie zimno!- poczułam jak zaczynają szczypać mnie policzki. Obie rozejrzałyśmy się dokoła, jednocześnie spoglądając na kawiarnie na końcu ulicy. –Masz ochotę na kawę?- zapytała odczytując moje myśli. –Jasne!- przytaknęłam z ulgą o miejscu gdzie przestanę zamarzać. –Misiek- zwróciła się do wysokiego bruneta- idź z zakupami do domu, przyjdę później. „Misiek” nie wyglądał na ucieszonego propozycją, ale się zgodził. Wyglądał na faceta który zawsze się zgadza, zresztą znając temperament Baśki, nie miał szans na inne decyzje. To była jedna z najsłodszych istot, ale zawsze, bardzie sposobem niż perswazją umiała postawić na swoim.

-Widzę że jednak faceci wrócili do łask- zaśmiałam się do niej, siorbajac z lubością przyniesioną kawę. –Aa tam…- machnęła ręką- z dziewczynami są same problemy, zresztą pewnie sama wiesz…A jak tam, spotykasz się z kimś?- zapytała. –Wiesz, jak to ja…ciąglę się spotykam- obie wybuchnęłyśmy śmiechem, Basia znała mój brak przywiązania.-Znaczy teraz trochę widuję się z jedną z moich klientek, ma na imię Ewa, ale wiesz ona jest heretyczką tak trochę, nie wiem czy coś z tego będzie…- Basia od razu posmutniała.

-Zostaw ją, złamię ci serce- powiedziała tonem starszej matrony…-

-Daj spokój, to tylko randki…- zaśmiałam się ale ona nie odwzajemniła się tym samym.

-Jasne …spoko, po prostu już to przerabiałam, przyrzekłam sobie że nigdy więcej…-

-Aż tak cię zraniła?- zapytałam ciągnąc temat, widać było że chcę się wygadać.

-Nie…znaczy nie robiła tego świadomie, to ja po prostu…Aa, nie ma co gadać!-

-No ale jak?- zapytałam- O co chodzi?-

-Lili, tu nie ma żadnej historii ale niech ci będzie. Pamiętasz jak się przeprowadzałam to zmieniłam też pracę.-Mhmm…-przytaknęłam.- Ona- Basia ciągnęła dalej- przyszła tam kilka miesięcy po mnie, szczupła brunetka, zwróciła moją uwagę bo była moją imienniczką, a wiesz jak mało Baś z naszych roczników jest wokoło. Sama nie wiem kiedy zaczęłam się koło niej kręcić, nawet nie świadomie zawsze miałam do załatwienia coś przy jej stanowisku, uwielbiałam na nią patrzeć…wiesz..ona była taka idealna- oczy Basi zrobiły się tak rozmarzone. Zabujałam się, zakochałam w niej, tak serio, w pewnym momencie nie umiałam już wydusić przy niej słowa. Wiesz że ja tak zawsze reaguję, kiedy mi na kimś zależy. Nie znosiłam siebie za to, za jaką idiotkę musiała mnie mieć- powiedziała gorzko- tak bardzo starłam się wypaść przy niej dobrze, że zawsze mówiła czy robiłam coś głupiego. Urlopy to była najpaskudniejsza część roku, tak bardzo tęskniłam. Tak po prostu fizycznie, serce mnie strasznie cisnęło. Nikt nie wie ile zmian zamieniałam, jak ja kombinowałam żeby być jak najbliżej niej. Jeden uśmiech sprawiał że dzień, chociaż roboty było po uszy, był najcudowniejszy. Jeden jej grymas, lub co gorsza jeszcze obojętność sprawiała że spadałam w przepaść z której nie umiałam wyjść przez wiele godzin. Nie powiedziałam jej nigdy co czuje, parę razy próbowałam, ale nawet gdy znalazłam odpowiednią chwilę gdy byłyśmy same, język wiądł w gardle a ja zła na siebie wracałam do swojego biurka. Dziś serio się dziwię, ze nie powiedziała mi czegoś, chodziłam za nią jak głupia…- Basia westchnęła na wspomnienie- Wiesz…przez ten cały czas, domyślałam się że ma chłopaka, w końcu taka ślicznotka, ale  była to jakaś abstrakcja. Zmieniłam podejście kiedy dowiedziałam się że to nas Michał od nas. Początkowo to były jakieś ploty, ale jak już wiesz na co patrzeć, nie trudno było się zorientować  o co chodzi. On wodził za nią wzrokiem, ona się uśmiechała a ja patrzyłam ze smutkiem na tę radość. Próbowałam się odkochać, tak serio, ale gdy tylko przyszła, nie mogłam oderwać od niej wzroku… Lili, ja sama nie wiem co się ze mną działo, znasz mnie, nie tracę języka, rezonu, a przy niej, zrobiłabym wszystko o co mnie prosi, byle tylko zasłużyć na jeszcze jeden uśmiech…

Nie długo po tym mieliśmy taka jakby imprezę integracyjną, takie tam wiesz potańcowy z szefostwem. Wiedziałam że ona tam będzie z nim, obiecałam sobie że nie będę stroić fochów, będę się dobrze bawić i w ogóle. I wiesz, nawet mi to w miarę wyszło, chociaż nikt nie zauważył jak bardzo na smutno się upiłam. Wiesz, ja na serio życzę im szczęścia, wyglądali na śliczną parę, widać że ich bardzo ciągnie do siebie, co chwilę leciały zamawiane przez nich wolne kawałki, takie wiesz, z dedykacjami jak to on czekał na nią przez całe życie i takie tam, normalnie powiedziałabym ze to słodkie wyznanie, ale serce rozpadało mi się na małe kawałeczki, nie wychodziłam już więcej na parkiet.. Długo się trzymałam, ale nawet jak dla mnie to było już za dużo. Gdy wróciłam do domu, piata rano, sama nie wiem ile promili we krwi zaczęłam beczeć, wyć po prostu tak że pewnie pół chałupy obudziłam. Nie mogłam się uspokoić, od początku wiedziałam że ona tam będzie z nim, miałam niemal miesiąc na oswojenie się z tą myślą, zresztą myślałam że oswoiłam, a wyłam w łazience z godzinę. Zmęczona zasnęłam, by po czterech godzinach obudzić się i dalej wyć. To trwało jeszcze jakiś czas, czasem wydawało mi się że już jest dobrze, żeby potem obudzić się w nocy, czując tak wszechogarniający smutek, że z miejsca znów wyłam. Wiedziałam po prostu że to  koniec tej historii, której tak naprawdę nie było. Chyba żałuje, że jej nie powiedziałam co czuję, chociaż nic by to nie dało, ale wiedziałaby przynajmniej czemu czasem zachowuję się tak dziwnie,  czemu łapie fazy których chyba ja sama się już bałam, czemu becze bez powodu, czemu wracam z jej pokoju wściekła, czemu tak często jestem smutna, czemu zaczynam się jąkać lub milknę kiedy ona jest w pobliżu, czemu ciągle patrzyłam w jej oczy…-Basia zamilkła i zaszklonymi oczami wyglądała przez okno. Nie znosiłam kiedy dziewczyny płakały, nie wiedziałam jak ja pocieszyć. Ale ona po chwili się uśmiechnęła- W pewnej chwili powiedziałam dość…Pamiętasz Piotrka?-

-Jasne, uganiał się za tobą ładny kawałek czasu…-

-Spotkaliśmy się nie dawno, pomyślałam a czemu nie…na tym to chyba polega, on, ona, wspólne plany i takie tam…-nie wyglądała na zachwyconą.

-Ale go nie kochasz?- zapytałam, znając odpowiedź

-Lili, nie wierze już…w filmach to ładnie wygląda, a życie to życie…

00:05, layla_p2
Link Komentarze (2) »
czwartek, 14 października 2010
salon

-No i super…- zadowolona przyglądałam się malunkom na ścianach. Od jakiegoś czasu remontowaliśmy salon, zdecydowanie potrzeba mu było świeżości, ostatnio był odnawiany jakieś dziesięć lat temu, jeżeli oczywiście wierzyć facetowi od którego wynajęłam ten lokal.

-Noo…-powiedział Padre z uśmiechem przyglądając się swojej pracy- widzicie, jak facet się weźmie to od razu robota idzie…-

-Idź ty!- zasłoniłam mu czapką oczy- myślałby kto że tak sam wszystko robił!-

-Właśnie!- Aśka wstała z podłogi- Najpiękniejsze są te malowidła Pauli…-

-Daj już spokój- powiedzieliśmy niemal jednocześnie. Ostatnio jej zachwyt Paulą przekraczał granice naszej wytrzymałości. W sumie to było dość normalne w tej fazie związku, tylko nie zawsze mieliśmy cierpliwość słuchać o tym pół dnia.

-No co…jakbyście nigdy nie byli zakochani…zresztą odczepcie się!- fuknęła, ale za chwilę zapytała- Serio tyle o niej gadam?-

-Serio…-powiedział Padre- ale nie przejmuj się słońce, my cię z cierpliwością wysłuchamy, a malowidła są super!- na co ona uśmiechnęła się szeroko. Padre jak zawsze był bardzo dyplomatyczny.

-No dobrze, to zapraszam na górę, oferuje ciepłą kąpiel…- zaczęłam. –Wspólną?- Padre jak zawsze próbował.

-Nie lubię tłoku…-kolejny raz opuściłam mu daszek od czapki na oczy.

(…)

Następnego dnia miałam full ludzi, klientki umówione przeplatały się z przypadkowymi, które po drodze gdzieś zauważyły że już jest otwarte. Nie zdążyła się obejrzeć, kiedy nastał wieczór, a wciąż miałam kolejkę, drzwi od salonu nieustannie się otwierały. Już pod sam koniec weszła Ewa, spojrzałam na nią w lustrze stojąc plecami i wyłączyłam suszarkę.

-Hej…- powiedziała niepewnie- znalazłabyś czas dla mnie?...znaczy dla moich włosów?-

Spojrzałam na dwie babki, koło pięćdziesiątki które czekały już prawie godzinę. Ona także patrzyły nieufnie, zastanawiając się czy nie przyjmę jej bez kolejki, co czasem robiłam dla bliskich znajomych, ale że jej za taką nie uważałam…

-Wiesz…w sumie jeśli chcesz…tylko to jeszcze trochę potrwa…- spojrzałam na dwie matrony, które dumnie się wyprostowały.

-Nie ma sprawy, poczekam…- usiadła przy stoliku i zabrała się za pierwsza z brzegu gazetę.

-To fajnie…-pomyślałam- ciekawe czy tym razem też zwieje…- ta jakby wywołana do tablicy spojrzała się na mnie w lustrze ale ja już zajęłam się swoją robotą. W międzyczasie do salonu wpadła jeszcze Aśka- Idziemy dziś potańczyć…-spojrzała na zegarek i trzy osoby na krzesełkach- wyrobisz się?

-Ta…- ciągnęłam za włosy klientkę, ale miała takie loki że ciężko je było ujarzmić- szybko pójdzie, te dwie- powiedziała szeptem jednocześnie zagłuszana suszarką- to będzie po pięć minut…tylko Ewa na końcu, nie wiem co będzie chciała robić…-

Aśka spojrzała dopiero na nią, a ta widząc że jest obserwowana spuściła wzrok.-Ewa?...- powtórzyła.

-Mhmm…- powiedziałam przeciągle dając do zrozumienia o kogo chodzi.

-Czarnoka Ewa?- upewniała się. –No tak, Aśka!…- syknęłam, dając do zrozumienia że po wyłączeniu suszarki jest dość cicho. Ta jakby dopiero teraz się zorientowała- Ok., to po prostu wpadnij później…- powiedziała już pewnie. A przy drzwiach jeszcze się odwróciła- Jak będziesz chciała kogoś zabrać, to nie ma sprawy…-

-Na razie!- rzuciłam nie odwracając się nawet w jej stronę. Ech… Aśka i ten jej romantyzm…Nie wiem po co Ewka przyszła, ale nie sądze żeby to było…chociaż fajnie by było…-przypomniałam sobie jej ostatnie odwiedziny - na co klientka zajęczała bo za mocno pociągnęłam jej włosy- Przepraszam Panią…-

(…)

Co chcesz zrobić? Obciąć, ułożyć, farbować?- zapytałam  ją służbowo.

-W sumie to pogadać…ale możesz mi je ułożyć przy okazji…Słuchaj…wiesz że mam chłopaka?- zapytała nie pewnie.

-Mam chłopaka…i wiesz ja nie jestem taka, poniosło mnie, zapomnijmy,  bla!bla!bla!- odgadywałam w myślach dalszą część rozmowy. Heteryczki zawsze miały tą samą śpiewkę…-

-Wiesz…ja nie jestem taka…- ciągnęła ona jakby czytając mi w myślach. Pociągnęłam ja lekko z włosy żeby odchylić jej głowę do mycia i popatrzyłam jej w oczy…

-Nie musisz się tłumaczyć, udawajmy że nic się nie stało jeśli będzie ci z tym lepiej…-Na co ona nic się nie odzywała, tylko jej oczy wyglądał na jeszcze bardziej czarne niż zwykle. Na szczęście weszła jeszcze spóźniona klientka, przepraszając pytała czy ją jeszcze przyjmę. Normalnie bym się nie zgodziła, ale chciałam zakończyć tę bezsensowną rozmowę więc przytaknęłam.

Wyszło ładnie, lubiłam układać jej włosy, były śliczne, długie, naturalne i nie było trudno coś z nich wymodzić.

-Ile płacę?- zapytała wdzięcząc się do lustra.

-Dziś na koszt firmy- powiedziałam licząc pieniądze w kasie. Bardzo chciałam żeby już wyszła, wyglądała tak ślicznie że aż mnie to denerwowało. Ona też o tym wiedziała bo zaraz zaczęła mówić jakby sama do siebie przeczesując włosy- Aż szkoda iść spać z taką fryzurką, może by gdzieś pójść?...Hm…On pracuje, dziewczyny też, hm…- Nic nie odpowiadałam na jej rozmyślania, aż w końcu sama spytała- Lili, a ty dzisiaj idziesz gdzieś? Słyszałam jak twoja koleżanka mówiła…?-

-No…-odpowiedziała lakonicznie, rozczesując klientce włosy.

-Mogłabym iść z wami, potańczyłabym sobie…Zabierzesz mnie?-

-Ała…- kolejny raz pociągnęłam klientkę za włosy, ale tak mnie zaskoczyła że nie spojrzałam co robie-

-Noo… jeśli chcesz… -

-Okej, to przyjdę- i już była za drzwiami.

-To ja już kurwa nic nie rozumiem!- zaklęłam pod nosem a klientka popatrzyła jak na wariatkę…

23:13, layla_p2
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 07 września 2010
ewa

-A to kto?- Aśka zapytała w drzwiach- Lili, wychodziłam od ciebie wieczorem i nikogo tu nie było. Gdzieś ty ją znalazłaś?- stała zdziwiona.

-To długa historia…- patrzyłam na pusty korytarz sama zastanawiając się co się stało.

-A to dobrze- Aśka uśmiechnęła się szeroko- bo bym się kawy napiła…-powiedziała kierując się od razu do kuchni. – To jak?-

-A jakoś tak…wczoraj zaraz po twoim wyjściu zadzwonił telefon…-

(…)

- Cześć- w słuchawce odezwał się łamiący głos-ja…ja…przepraszam że dzwonię o tej porze, ale nie wiem…- przerwała na chwilę aby opanować głos- nie wiem, do kogo mam…przepraszam, obudziłam cię?- zapytała, chyba retorycznie bo na  zegarku była pierwsza w nocy- Tak…ale nie szkodzi…-cały czas zastanawiałam się czemu do mnie dzwoni. To była Ewa, znam ją tyle co z salonu, od dłuższego czasu jest moją stałą klientką, kiedyś nawet dałam jej swoją komórkę, potrzebowała jakiegoś uczesania na chrzciny bartanka czy coś, ale w sumie nie byłyśmy w jakiś bliższych kontaktach…nie oczywiście żebym nie chciała, zgrabna dziewczyna ale miała to co trzeba, długie ciemne włosy, przy których zawsze miałam pole do popisu no i ciemne, ale takie aż prawie czarne oczy w których można było się zapatrzeć. Ale miała chłopaka, już jakoś tak długo i no cóż, nie wyglądała na zainteresowaną, w końcu, choć zawsze przyznawałam to z żalem, nie każda dziewczyna gustuje w płci pięknej.

-Wyszłam z domu…musiałam... ale ja nie wiem, co teraz mam zrobić…-szlochała dalej.

-Ale czemu dzwonisz z tym do mnie…-pomyślałam i powiedziałam do słuchawki. –Chcesz pogadać?- zapytałam niepewnie, nie wiedząc za bardzo jak mam reagować- Albo jak chcesz to przyjedź do mnie, pamiętasz adres?- zapytałam. –Tak, pamiętam…-usłyszałam ulgę w jej głosie, a za pół godziny schodziłam po nią na przystanek. Noc była zimna, mając jeszcze w głowie sierpniowe upały byłam zaskoczona niemal mroźnym wiatrem. Ona chyba też, bo w bluzce na krótki rękawek dygotała się jak osika, dlatego o nic nie pytają od razu zabrałam ją do domu. Tam wyciągnęłam jakąś bluzę, którą szybko założyła i zalałam gorącą herbatę.

-Co się stało? Bo chyba nie masz pilnej ochoty na nową fryzurę?- zapytałam

-Nie…-uśmiechnęła się lekko-po raz pierwszy zresztą- przepraszam cię bardzo, nie wiedziałam co mam zrobić…Robert…on się upił…-kiedyś już mówiła że czasami „troszkę” przesadza z alkoholem-i zaczął rzucać wszystkim…bo mu kazałam ściszyć muzykę, przecież ludzie śpią na około…-znów przerwała zanosząc się od płaczu. Kolejna godzina minęła na opowiadaniu przerwanym co i rusz szlochaniem o Robercie jakie z niego bydlę a jaki jest równocześnie wspaniały, o tym że czasami go ponosi, owszem ale potrafi być taki kochany. Nigdy jej nie uderzył, ale roznosił wszystko na około, jak dla mnie kwestia czasu ale nie odzywałam się, bo tu nie chodziło przecież o moje zdanie, prawda? Do herbaty wkrótce dołączyło wino, sobie otworzyłam piwo jak zwykle, ale zawsze trzymam butelkę na takie właśnie okazje, bo wino jest takie właśnie „dziewczyńskie” i większość moich gości je preferuje.  Ewa powoli zaczęła ziewać więc rozścieliłam jej łóżko, które stało obok. Powoli zdjęła spodnie i skarpetki- Mogę spać w bluzie? Strasznie przemarzłam…-uśmiechnęła się.- Jasne, nie ma sprawy- po chwili leżałyśmy już w łóżkach. Ona jeszcze o czymś opowiadała, chociaż nie za bardzo jej słuchałam. Patrzyła na nią i zastanawiałam się co ona właściwie tu robi, nie miałyśmy żadnych prywatnych kontaktów, nie powiem lubiłam ją, ale byłam co najwyżej znajomą, czemu jest akurat u mnie? A w sumie, nie ważne…To że obok leży piękna kobieta nigdy nie sprawiało mi kłopotu, to że trzy metry ode mnie…cóż trudno……Wtedy zorientowałam się że nastała cisza. Ewa patrzyła na mnie pytająco.

-Słucham?- zapytałam, domyślając się że zadała mi jakieś pytanie.-Mówię, że pewnie zmęczona jesteś? Chcesz już iść spać?- …

-Tak…jutro wstaję rano-podałam jej pilot od telewizora- nie krępuj się, mi to nie przeszkadza, oglądaj sobie-przykryła się kołdrą mocniej- dobranoc-

-Dobranoc- odpowiedziała i zmieniła kanał. Odezwała się po paru minutach- Lili?-

-Tak?- odpowiedziałam zaspana.

-Dziękuje…

-Nie ma sprawy- a po paru chwilach zasnęłam.

Kiedy się obudziłam ona leżała koło mnie mocno wtulona w moje plecy. Nie miała już na sobie bluzy, bo doskonale czułam jej ciepło. Przez chwilę zastanawiałam się czy jeszcze śpię, ale czując jej oddech na policzku potwierdziłam że to była już jawa. Otworzyłam oczy, w pokoju nadal migał niebieskawy poblask telewizora. Obróciłam głowę w jej stronę ale sprawiała wrażenie śpiącej, więc znów przyłożyłam głowę do poduszki. Przysypiałam znowu gdy jej ręce zawędrowały pod bluzkę mojej piżamy…Odepchnęłam je- Nie teraz…- wyszeptałam.

-Czemu?- znów gładziła brzuch całując moją szyję- Przecież widziałam jak na mnie patrzysz…-szepnęła ciągnąc rękę niżej- nie mów, że nie chcesz…- Obróciłam się tak że teraz leżałam na niej, a jej dłonie, które mnie tak zdenerwowały pociągnęłam nad głowę. Zrobiłam to na tyle szybko że spojrzała na mnie przestraszona ale zaraz znów się uśmiechnęła…

-Oczywiście że patrzę…Jesteś śliczna- spoglądałam w jej niemal czarne oczy i bardzo musiałam powstrzymać żeby jej nie pocałować- Ale nie chcę żebyś to robiła na złość jemu…- Uwolniła jedną dłoń sięgając nią w dół- Teraz jestem tu…tylko ty i ja…- szepnęła. Więcej nie musiała mówić, wystarczyło że była taka ciepła…

(…)

Kiedy obudziłam się rano leżałam w pustym łóżku. Zaspana wstałam spoglądając na zegarek, było jeszcze bardzo wcześnie. Ewa stała przy oknie w kuchni pociągając papierosa.

-Hej- uśmiechnęłam się do niej.

-Cześć- odpowiedziała jakoś tak bezbarwnie- muszę już lecieć- zgasiła cygaretkę i złapała torbę z przedpokoju.

-Poczekaj minutę, odprowadzę cię…- przygładziłam potargane włosy.

-Nie dzięki, przystanek jest zaraz obok…-

-Daj spokój, tylko włożę spodnie.- rozglądałam się za ubraniem.

-Nie!- niemal krzyknęła, a jej usta były jeszcze bardziej ściśnięte. Nastała chwila ciszy…

-Okej…- odpowiedziałam i odsunęłam się od drzwi, a jej po chwili już nie było…No i wtedy przyszłaś ty…minęłyście się …-

Aśka dopiła ostatni łyk kawy- Ale myślisz że o co jej chodziło, nie podobało jej się czy co?- zapytała- może się nie postarałaś?- zaśmiała się

-No weź mnie nie obrażaj- fuknęłam- zapewniam cię że w nocy jej się bardzo podobało, zresztą Malinowscy na pewno słyszeli jak bardzo…- wyprostowałam się.

-Wiesz, w sumie to dziwnie ona przyszła do ciebie, nigdy o niej nie wspominałaś…-

-E tam mówiłam że mam taką klientkę, która ma śliczne oczy i…-

-No przecież nie rejestruje wszystkich twoich zachwytów bo i tak się już dawno pogubiłam- przerwała mi-Ale mi się wydaję że wiedziała po co przychodzi… Z problemem sercowym  idzie się do przyjaciółek a nie do swojej fryzjerki…-

-A nie wiem…-pomyślałam przez chwilę- pij szybko i bierzemy się za robotę, bo do wieczora nie skończymy…- zmieniłam temat bo już nie chciałam się nad tym zastanawiać…

23:21, layla_p2
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 09 sierpnia 2010
dance hall open

-Dziękuje, do widzenia- ładna brunetka uśmiechnęła się słodko, ale nie zwracałam na to uwagi.

-Do widzenia- z ulgą zamknęłam za nią drzwi. –Co za dzień…- pomyślałam padając na jeden z foteli. Trafiały mi się  same marudne baby, które zobaczyły w gazecie jakąś gwiazdkę i od razu chciały wyglądać jak ona. Ostatnio uparcie panowała moda na grzywki i szerokie blond pasemka, nie wytłumaczysz takiej że nie będzie jej pasować…klient nasz pan, w sumie nie obchodzi mnie to ale nie lubię robić czegoś co mi się nie podoba. Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk telefonu.

-Cholera…-wywróciłam oczami- to pewnie znowu Justyna. Nawet nie podchodziłam do telefonu. Od ostatniej imprezy nie dawała mi spokoju. Na początku było ok., spotkałyśmy się, było fajnie. Ale po tygodniu chciała się do mnie wprowadzić, bo jak powiedziała po co nam dwa mieszkania, tamte lepiej wynająć. No i telefony dziesięć razy dziennie- czy dziewczyny muszą być tak namolne?! Albo bynajmniej czy ja zawsze musze na takie trafiać?! Ech…-machnęłam ręką odganiając myśli i złapałam za szczotkę. Nie śpieszyło  mi się co prawda do domu, gdzie panowała straszna duchota a tu przynajmniej miałam klimę, ale powoli zaczął doskwierać mi głód…

Nagle ktoś zastukał do szyby, podeszłam aby przegonić natrętną klientkę, ale przy drzwiach stała Aśka…chyba z Paulą, poznałam tylko po sylwetce, bo głowę miała schowaną głęboko w kapturze bluzy -A tobie co? Za zimno?- zapytałam szybko zamykając drzwi za nimi aby jak najmniej żaru wpadło do środka.

-Daj jej spokój…- Aśka pogładziła ją po plecach- i tak już jest zdenerwowana. Lili, musisz nam pomóc, Paula ma dzisiaj występ, mówiłam ci, w tym małym klubie na Mokotowie. Co to będzie myszo?- zwróciła się do Pauli -Dance Hall Open- powiedział zrezygnowana.

-No właśnie… To podobno jakiś ważny turniej…-

-Bardzo…-przerwała jej

-A wiesz, ty ostatnio byłaś taka zajęta, i nie chciała ci przeszkadzać, ja mówiłam żeby od razu tu przyszła…-

-O matko- Aśka jak zawsze odkręcała  wszystko dookoła- mówcie o co chodzi? Tańczyć nie umiem, od razu mówię…- zażartowałam

-Chodzi o to…- Paula zdjęła kaptur. Cholera…to ja narzekałam na swoje klientki i ich pomysły, ale to co ona miała na głowie….Włosy miała wycieniowane, ale tak bardzo mocno, że te na czubku głowy miały zaledwie kilka centymetrów a te najdłuższe sięgały prawie do łopatek, skrócone jedynie o kilka centymetrów. Do tego wymodelowane na a’la kask, postarzały ją tak ze…może z dwadzieścia lat.

-O kurwa…krztusiłam się ze śmiechu- kto ci to zrobił?-

-Lili, no daj już spokój…-Aśka mnie szturchała, chociaż widziałam że też bardzo próbuje się nie roześmiać.

-No sorry ale nie mogę…Chyba trafiłaś na zagorzałego fana country… nie wiem czy na turnieju się zachwycą, ale etat w zespole disco masz na bank…-samo jakoś leciało.

-Super- usiadła i schowała twarz w dłoniach.

-No nie, tylko mi tu nie becz…- Kucnęłam przy niej, odsunęłam ręce od twarzy, próbowałam przeczesać je palcami ale hurtowa ilość lakieru skutecznie mi to uniemożliwiła  -Nie martw się już lalka, coś z tym zrobimy…-

-Ale co?- zapytała łkającym już głosem.

-No…nie płacz już, skoro Lili mówi że zrobi to zrobi… Wiesz, jak się przyjrzeć to nie jest tak źle…-Aśka próbowała ją pocieszać ale też nie brzmiała zbyt pewnie.

-Chodź na fotel, najpierw trzeba zmyć ten cały lakier…Asia, skocz na górę i zrób mi jakąś kanapkę, bo padam…-postanowiłam ją wykorzystać skoro już tu jest, poza tym miałam wrażenie że im bardziej ona lamentuje tym bardziej Paula się nakręca.

Kiedy jej już nie było, rozczesałam mokre włosy, spojrzałam na jej odbicie w lustrze.

-I co myślisz?- zapytała kamiennym głosem.

-Może to nie country, tylko taki wczesny Papa Dance…-nie mogłam się powstrzymać.

-Przestań już!- tamta była znów bliska płaczu-Jeśli nic się nie da…-

-Oj, zawsze się da…na którą masz ten występ?- zapytałam.

-Za dwie godziny-załkała- ale ja tam tak nie pójdę. Tyle ćwiczyłam…-

-No już spokój…tylko wiesz…tu pomoże tylko mocne cięcie…-

-Rób co chcesz…i tak już gorzej nie może być…-odpowiedziała zrezygnowana.

(…)

-Patrz, patrz!- Aśka ciągnęłam mnie za rękaw-Tam, jest!- pokazywała mi Paulę.

-Gdzie? Nie widzę…-patrzyłam na tańczącą grupkę, ale wszyscy byli tak samo ubrani-A widzę…-Paula wyszła przed szereg tańczyć solówkę. Muszę przyznać że robiła to niesamowicie, nie znałam za bardzo na profesjonalnym tańcu, ale robiło wrażenie…A włosy? Nigdy nie byłam skromna, więc nie będę udawać- wyszły super. Zresztą dawno mówiłam jej  żeby je ścieła. Nie były bardzo krótkie, trochę dłuższe z przodu, krótkie z tyłu, lekko asymetrycznie, góra nadal jak dla mnie była nadal zbyt mocno przycięta, ale nie rzucało się to w oczy, a za jakieś dwa tygodnie powinny odrosnąć i ułożyć się tak jak powinny. Po tańcu rozległy się brawa, mieli sporą szansę na wygraną. Paula szczęśliwa skakała z resztą grupy, po czym stanęła, spojrzała w naszą stronę i posłała Aśce całusa.

-To był całus dla ciebie- przekazała go całując mnie w policzek, a Paula jeszcze nam pomachała i znikła za sceną

-Dzięki Lili, nie wyszła by z domu przez miesiąc gdyby nie ty…- Aśka krzyknęła mi do ucha, bo ciężko było przebić się przez jazgot tłumu.

-Spoko, chociaż nie wiem czy powinnaś…-uśmiechnęłam się- zamknąć się w domu swoją lalką na cały miesiąc…nie brzmi tak źle…-nic nie poradzę że myślę zawsze o tym samym.

-Wiesz co…nie wiem czy chciałabym z nią siedzieć przez cały miesiąc…-

-O ty kłamczucho…a kto mówił że nie jest tak źle...- zawsze nabijałam się z Aśki kiedy łapałam ja na kłamstwie, nawet nie dlatego że mnie to cokolwiek oburzało tylko ona zawsze tak pięknie się zawstydzała.

-Po prostu teraz jest o niebo lepiej ok.? …- W tym momencie na scenę wyszła nowa grupa, składająca się z samych dziewczyn ubranych w zielone bojówki i króciutki bluzeczki. Aż otworzyłam usta, jedna ładniejsza od drugiej.

-Idziemy za kulisy? Muszę pogratulować Pauli…- Aśka ciągnęła mnie za rękaw

-Idź…-machnęłam ręką-potem do was przyjdę. Mi się tu nawet podoba...-

23:03, layla_p2
Link Komentarze (1) »
wtorek, 27 lipca 2010
nieproszeni goście

Z głośnika bębniła jakaś łupanka, ale nie zwracałam na to uwagi. Objęłam Justynę przesuwając językiem po jej karku, była śliczna, pachniała czymś słodkim, nie znam się na perfumach, ale te były nieziemskie. A może to atmosfera, gorący wieczór, zieleń dookoła, śliczna dziewczyna…

-Usiądziemy?- zapytała mnie i nie czekając na odpowiedź wzięła mnie za rękę i pociągnęła do czegoś w rodzaju hamaku. Była to niewielki pasek materiału przeciągnięty pomiędzy metalowym słupkiem a drzewem. Żeby z niego nie spaść usiadłam okrakiem a ona tuż obok nadal nie puszczając mojej ręki.

-Lili…ładne imię, to skrót od Liliany?- zapytała. -Mhmm…-przytaknęłam całując jej szyję. Miała śliczne usta, pełne, połyskujące od błyszczyka. Rozpięłam jej bluzkę błądząc palcami w każdy zakamarek…

-Justyna!- Jak z pod ziemi wyrosła przed nami Brygida, nawet nie zauważyłam kiedy podeszła.- gdzie jest Paula? Nigdzie nie mogę jej znaleźć –zapytała tonem jakbyśmy co najmniej zgubiły małe dziecko wzięte na przechowanie. Ta zapięła bluzkę i zeszła z hamaka.

-Głupia pinda- sklęłam w myślach tego małego potworka patrząc jak  Justyna zapina ostatni guzik. –Pewnie jest gdzieś z Aśką…-wycedziłam zapalając papierosa i ubawem patrząc jak ta odpowiedź była jej nie w smak. W tym momencie obie weszły na podwórko, obie z mokrymi włosami i jakieś takie inne- Widzisz, są, nic im nie jest, a wygląda na to że chyba dobrze się bawiły…- zaśmiałam się domyślając się jakie to były zabawy, a Brygida już gotowała się ze złości. Ale nie zwracałam już uwagi na nią bo moją uwagę przyciągnął widok dwóch facetów, takich karczków w czarnych skórach, pomimo że było przecież strasznie gorąco. –O tu  jest impreza!!!- sapnął jeden z nich- No dziewczyny, przedstawcie nas…-jeden z nich objął Aśkę w pasie na co ta się skrzywiła. Odruchowo zrobiłam krok w tamtą stronę, ale po drodze złapał mnie Padre- Stój!- szepnął- Nic się nie dzieje…- spojrzałam na nią, ale ta też widząc moją reakcję machnęła ręką na znak że jest w porządku. Już tak mam że najpierw działam, później myślę, zresztą przez co nieraz musieli mnie wyciągać z kłopotów.

-Ludzie!- Aśka przesadnie teatralnie zaczęła- To jest Włodek i Mariusz, chcieliby się z nami pobawić, nie macie nic przeciwko?- zapytała nie czekając na odpowiedź. Nikt nie odniósł się do tego zbyt entuzjastycznie, ale czując respekt przed szerokim karkami nikt nie próbował się sprzeciwiać. Cisza która zaległa zaczęła doskwierać panom w czarnych skórach.

-Ty…Włodek, wygląda że jesteśmy tu nieproszeni!- zagrzmiał, ale już był przy nich Padre. -Panowie, no co wy, im nas więcej tym lepiej- machnął przed nimi butelką wódki, na co natychmiast zaświeciły im się oczy. Atmosfera chwilowo się rozluźniła, ale Paweł i Michał, para która też siedziała przy stoliku natychmiast odsunęli się od siebie, udając że się nie znają…

-A skąd wy ich kurwa przyprowadziłyście?- szepnęłam do Aśki, kiedy już odsunęłyśmy się na bok.

-Daj spokój, wracałyśmy znad jeziorka- to stąd te mokre włosy- a oni akurat wracali z jakiejś mordowni. Uparli się że nas odprowadzą, no a jak zobaczyli ludzi to już nie można było ich wyprosić.- powiedziała zrezygnowana.

-Dziewczyny!!!- ryknął jeden z nich- no chodźcie! Pobawcie się z nami!- Justyna w niewidoczny sposób złapała mnie za rękę. –No nie słuchajcie, tak nie może być, kurwa!- powiedziałam już trochę głośniej do Pauli i Aśki-trzeba ich stąd wyrzucić!

-No jak…?-Paula już szepnęła- Co chcesz ich wziąć za kark?-

-Sama nie…ale w kilka osób dalibyśmy radę…-byłam pewna swojej racji- przyszłam się tu pobawić- nie przejmując się nimi objęłam Justynę w pasie- a nie całą imprezę chować za drzewem.-

-Lili…-Aśka szepnęła- ale trzeba ich sposobem…-

-No właśnie- jak spod ziemi wyrósł Padre- nie wyglądaj na spokojnych gości, poza tym nie wiem czy was zrozumieją dziewczynki…-Padre puścił do mnie oko widząc tuląca się do mnie Justynę.

-Coś ty zrobił?!- Brygida widząc Padre naskoczyła na niego- Po coś ich wódką częstował? Trzeba było ich wyrzucić!- powiedziała zbyt głośno, na co oni się odwrócili.

-Mogłabyś się wreszcie przymknąć?!- zapytałam jej dosadnie, bo szczerze miałam już jej dość, a poznałyśmy się zaledwie parę godzin temu- Zaraz wróciliby tu z kolegami!-

-Hej, a co wy tak szepczecie?! Bo chyba nie o nas!?- zawołał karczek.

-Paula, przynieście jeszcze ze dwie butelki wódki-szepnął Padre i już rozlewał nowym kolegom.

(…)

Za godzinę karczki były już mocno ululane, Padre i Motyl niestety też. My się wymawiałyśmy tłumacząc się delikatną, kobiecą głową ale chłopaki pili z nimi równo. Jednego z nich myślałam że zaraz strzelę, bo cały czas wyciągał łapy do Aśki, Paula zresztą też widziałam że się gotuje, ale ta zręcznie wymigiwała się co i rusz polewając nową kolejkę za wymyślone toasty. Kiedy skończyła się ostatnia postawiona na stole butelka Aśka usiadła koło kolesia

-Włodek, skończyła się wódka…-powiedziała przymilnie

-No…piękna…-wybełkotał patrząc na nią zamglonymi oczami- chodź do mnie….-przyciągnął ją ramieniem. - Sama tego nie zrobi…-pomyślałam i usiadła z drugiej strony.

-Włodziu- uśmiechnęłam się słodko, cholera jak ja nie znosiła tego łaszenia i to jeszcze do takiego matoła- Padre miał iść do sklepu, ale widzisz że to mamałygi, już dawno padli-pokazałam na nich- nie to co wy, trzeba być prawdziwym facetem żeby tyle wypić…-

-No…-zabełkotał ten drugi- lubicie takich facetów, co nie? Impreza się rozkręca…-spojrzał obleśnie a potem puścił oko do tego drugiego. Naprawdę musiałam się powstrzymać żeby nie nasłać mu wiązanki.

-Jasne że lubimy…- zamiast tego uśmiechnęłam się-skoczcie po wódkę i bawimy się dalej…-

-No dobra- wybełkotał Włodek- chodź Maniek, idziemy. Dziewczyny idziecie z nami oczywiście…- powiedział wstając i tak się zachybotał że wywalił ławkę na której siedział.

-Nie możemy, zaraz przyjadą nasze koleżanki, musimy po nie wyjść...-spojrzeli niechętnie- ale kiedy przyjdziecie one już tu będą…

-A ładne laski?- zacharczał

-Zajebiste- odpowiedziałam- i uwielbiają takich facetów jak wy…Ale nie będziemy miały nawet co im do kieliszka wlać…

-Maniek! Dawaj, idziemy! Zaraz przyjdą świeże dupy!- wstali po raz drugi tym razem wywalając stolik z kieliszkami i pustą butelką. Odprowadziłyśmy ich do furtki, co nie było łatwe bo świat musiał im nieźle wirować i wlekli się niemal przez całą szerokość drogi.

-Czekajcie na nas…zaraz będziemy z powrotem- i wyszli w ciemną drogę.

-No wreszcie…kurwa mać, co za popiepszeni idioci- musiałam odreagować- że też kurwa ich przywlokło, półtorej godziny stracone na takich matołów!-

-A co jak wrócą?- zapytała jakaś dziewczynka, której jakoś w ogóle nie zarejestrowałam wcześniej.

-Nie wrócą- zaśmiała się Paula, całując Aśkę mocno w szyję- najbliższy sklep jest półtorej kilometra stąd, w takiej ciemnicy i takim stanie wylądują w pierwszym lepszym rowie  i tam pewnie prześpią do rana. Padre dobrze myślał, jakby zostali do końca to by była porażka…-

-A co z nimi?- Brygida patrzyła na Padre i Motyla którzy leżeli nieżywi na ławkach.

-Nic im nie będzie-powiedziałam- do rana im przejdzie. Aśka już była przy nich i okryła obu kocem. Atmosfera się rozluźniła, ludzie którzy od wizyty nieproszonych gości gdzieś poznikali w ciemnych zakamarkach działki znów się pojawili, śmiech, muzyka i charakterystyczne syknięcia otwieranych puszek sprawiły że wszyscy się rozluźnili. Paula z Aśką zajadały kiełbaski z grilla, Brygida siedział z nimi jakby bojąc się że znowu gdzieś pójdą. Odeszłam na bok i zapaliłam papierosa. –Ładna ta jej lalka- pomyślałam patrząc na Paulę- Bardzo się namęczyliśmy żeby ją wyciągnąć z Czarnej…tak…było ciężko… chyba na serio była zabujana, zresztą zawsze bardziej cierpi ta opuszczana. Ale jak wtedy przyjechała drugi raz, no myślałam że jej po prostu w ryj strzelę, beszczelna sucz! –A tu jesteś!- Justyna przerwała moje nieciekawe rozmyślania i wtuliła się w moje plecy- już myślałam że mi uciekłaś!- dostałam buziaka w ucho.

-Nigdy w życiu- szepnęłam przyciągając ją do siebie. Nieziemskie były te perfumy…

23:44, layla_p2
Link Komentarze (2) »
czwartek, 15 lipca 2010
jeziorko

-O matko, jak gorąco, Padre kiedy zainstalujesz sobie klimę?- Lili otarła pot z czoła. Pomimo wieczornej już pory zachodzące słońce dalej mocno grzało.- Nie marudzić, tam z tyłu- Padre machnął ręką- zawsze możecie się przesiąść do autobusu.-

-No dobrze już, nie bądź już taki wrażliwy- Lili poklepała go po plecach.-Daleko jeszcze?-

-Nie wiem…a wiecie, to chyba tu…- nie byłam pewna. W tej chwili zadzwoniła komórka- Hej, chyba jesteśmy. Widzę taki duży sklep z zielonym daszkiem…A…i już cię widzę- uśmiechnęłam się na widok Pauli, która czekała na nas w umówionym miejscu.- Ślicznie wyglądasz…-Paula w czarnej obcisłej bluzce na ramiączka i szaro stalowych spodniach wyglądała zabójczo. Rozłączyłam się a Padre zaparkował przy krawężniku. Była z nią jeszcze jakaś dziewczyna, mała, okrągła w okularkach. Ona już nie wyglądał ładnie, czarne bojówki i rozciągnięty t-shirt sprawiał że wyglądała jeszcze bardziej okrągło, i wydawała się jeszcze bardziej niższa.

-Cześć- wyszłam do nich i pocałowałam Paulę w policzek.

-No wreszcie jesteście- objęła mnie w pasie-chyba trochę pobłądziliście. To jest Brygida, a to Asia- przedstawiła nas.-Podała mi rękę jednocześnie jakoś tak nieufnie spoglądając w stronę samochodu.

-Daleko jest do tej działki, podjedziemy samochodem?- zapytałam Pauli.

-No jeszcze kawałek…ale chyba nie zmieścimy się…-

-E tam…-prychnęłam nachylając się do otwartego okna w samochodzie- Padre, wciśniemy się jakoś co nie, chyba nie spotkamy żadnej policji.-

-Jakby co to będziecie się zrzucać…-

-Ee… to możemy my pójdziemy piechotą- Brygida zapytała Pauli.

-Daj spokój- otworzyłam drzwi do samochodu a Lili już siedziała po drugiej stronie. Ja wcisnęłam się jej na kolana, Paula usiadła obok a zaraz za nią Brygida.

Na miejscu było sporo ludzi, gwar i muzyka wprost ciągnęła do środka, Paula pobieżnie nas przedstawiła, wiedząc że i tak nikt nie zapamięta imion, chyba że dopiero po wspólnie wypitym kieliszku. Chłopaki znając tę zasadę czym prędzej zapoznali się z grupką rozpracowującą sporą butelkę jakiejś żółtej wódki. Ja z Lili otworzyłyśmy sobie piwo i usiadłyśmy z boku, Paula poszła do kuchni po coś tam, nie zarejestrowałam nawet po co, zarejestrowałam za to że ma cudowne piersi, i że kiedy je podziwiam Brygida patrzy nienawistnym wzrokiem.

-Dziwna ta Brygida, prawda?- zapytałam Lili.

-Uhm…trochę- potwierdziła, ale wiedziałam że mnie nie słucha uśmiechając się do uroczej brunetki z naprzeciwka. Dziewczyna była ładna, ale miała trochę przy mocny makijaż, no i jak dla mnie jej kiecka była zdecydowanie za krótka. Ale Lili zawsze ciągnęła do takich kobiecych typów, nawet jeśli było to lekko przerysowane. Po chwili brunetka ruszyła w stronę grilla aby napełnić sobie talerz, a Lili była już przy niej.

-Jak zwykle zostałam sama- westchnęłam, ale po chwili Brygida siedziała przy mnie patrząc mi prosto w oczy.

-Faktycznie dziwna- pomyślałam, a głośno próbowałam coś zagaić-

-Co słychać?- zapytałam żeby przerwać ciszę jednocześnie rozglądając się za Paulą.

-To twoja dziewczyna?- wskazała na Lili. Pomyślałam a co cię to obchodzi kobieto ale odpowiedziałam już grzecznie- Nie, to moja przyjaciółka…tylko…-

- A bo wyglądacie jakbyście były parą…- nie wiem po czym to wnioskowała, szczególnie że teraz obie patrzyłyśmy na Lili która czarowała brunetkę.

-Nie…- zaśmiałam się- kiedyś byłyśmy- nie wiem po co jej o tym mówiłam ale już od dawna nie…-

-Wiesz, Paulinka to też była moją dziewczyną…-

-Tak?- robiło się coraz ciekawiej-Czemu się rozstałyście?- Normalnie pewnie nie pytałabym tak prosto z mostu ale sama zaczeła.

-Ona nie wie sama czego chce…jeszcze…- powiedziała tak jakoś dziwnie, ale może już byłam przewrażliwiona.

-A o czym tak szepczecie?!- aż podskoczyła z wrażenia kiedy Paula objęła mnie w pasie- Mam nadzieje że nie o mnie…-

-O tobie?- zaśmiałam się- myślisz że nie mamy ciekawszych tematów?-

-O ty- pocałowała mnie w szyję- zobaczysz, ja ci jeszcze dostarczę tematów…- tym razem dostałam buziak po drugiej stronie. Brygida obróciła się na pięcie i bez słowa odeszła. Paula nie zwróciła na to uwagi nadal pieszcząc mój kark.

-Paula… Czy mi się zdaje, czy Brygida jest o ciebie zazdrosna?-

-Mhmm…-

-No ale weź- odwróciłam się do niej przerywając pieszczoty- poważnie się pytam.- A ona znowu objęła mnie w biodrach i przysunęła do siebie.

-Coś ci nagadała? Mówiłam że jeśli znowu będzie się wtrącać to ją…-

-Nie…wszystko jest w porządku-uspokoiłam ją- mam tylko wrażenie że dziwnie na mnie patrzy, no a na ciebie tym bardziej- Paula wzięła mnie za rękę i pociągnęła w stronę furtki- Mówiła że byłyście parą. Czemu nic o tym nie wspomniałaś?

-Przepraszam kochanie…- aby się uwiarygodnić pocałowała mnie- bardzo…-

-Paula…- ciężko było mi się od niej oderwać- dokończ proszę, już więcej nie będę się pytać.-

-Oj myszko, rozmowa to teraz ostatnia rzecz o której myślę…-

-No weź…- poprosiłam

-Ale z ciebie maruda…nie ma o czym gadać, Brygida jakby to powiedzieć wkręciła mnie w całą rzeczywistość les, ja jeszcze nie byłam pewna, trochę się bałam, dzięki niej zrozumiałam kim naprawdę jestem, pomogła mi się odnaleźć w tym wszystkim. Na początku nawet zostałyśmy parą, ale szybko zorientowałam się że pomyliłam uczucie z wdzięcznością. Ciężkie było to rozstanie…Tak…długo nie mogła się z tym pogodzić,  no i delikatnie mówiąc męczyła mnie…ale myślę że już po wszystkim. Powiedziałam jej że zależy mi na tobie i jeśli zrobi tym razem coś głupiego, definitywnie zakończymy znajomość…-

-Tak powiedziałaś?- zapytałam

-No tak, po prostu przestanę się do niej odzywać…-

-Nie to, powiedziałaś że ci na mnie zależy?-

-Nie udawaj zdziwionej, miałaś jakieś wątpliwości?-

-Jesteś kochana…-odgarnęłam jej grzywkę.  Z miejsca gdzie odbywał się grill dobiegły nas dzikie krzyki, impreza już się rozkręciła. W tym momencie zorientowała się jak już daleko odeszłyśmy. Wokół było kompletnie ciemno, niestety mieszczuch przyzwyczajony do wszechobecnych latarni, świateł neonów w ciemnicy czułam się nie swojo.

-Paula…chyba trochę za daleko odeszłyśmy…-powiedziałam nie pewnie.

-Spokojnie, znam tą wieś jak własną kieszeń. Tutaj jest jeziorko, o widzisz?-

Wytężyłam wzrok tam gdzie wskazywała palcem, faktycznie światło gwiazd odbijało się w czymś delikatnie. Podeszłyśmy do brzegu, woda była ciepła, nagrzana po całym dniu.

-Chcesz się wykąpać?- zapytała jednocześnie zdejmując mi bluzkę.

-Chyba nie mam w czym…-odpowiedziałam wzdychając od tego co wyprawiały na moim ciele jej usta. Kucnęła przede mną rozpinając spodnie, po chwili powoli je ściągała jednoczenie całując moje uda…

-Nie ma nic przyjemniejszego…-przerwała znów mnie całując- niż kąpiel nago…-

Tak…zdecydowanie miała rację…

19:57, layla_p2
Link Komentarze (1) »
sobota, 10 lipca 2010
kuchnia

-I jak Asia, nauczył się w końcu? Bo jak ty nie dasz rady, to chyba już nikt nie da…- Miłka zapytała zrezygnowanym głosem o naukę naszego najmłodszego podopiecznego. Artur był złotym chłopcem, tylko strasznie nie szło mu w szkole. Fakt że w domu miał zerowe warunki do nauki, więc próbowałyśmy nadrabiać ile się dało na naszych zajęciach. –Tak…-odpowiedziałam- może jeszcze nie do końca, ale coś już łapie, myślę że pójdzie…-

-Ooo…smacznego!- do kuchni weszła Kaśka z Paulą. Mhmm… z Paulą. Wyglądała tak ślicznie że nie mogłam oderwać od niej wzroku. Zaróżowiona twarz, widać dopiero co skończyła zajęcia, podkreślała jasno zielone oczy. Jakby na potwierdzenie moich słów, ciężko siadła na krzesło- Nie mam siły…te twoje potworki mnie zamęczą- powiedziała z wyrzutem do Miłki. –Przecież to takie kochane dzieciaczki…- Miłka gdyby mogła przygarnęłaby i utuliła chyba każdą istotę na ziemi. –Tak, chyba jak śpią- zaśmiałyśmy się.

- A wiecie, pamiętacie tą sprzątaczkę co tu nie dawno pracowała? Spotkałam ją ostatnio i …- Miłka zmieniła temat, ale szczerze już jej nie słuchałam. Naprawdę, bardzo starałam się w nią nie wpatrywać, ale to było silniejsze odemnie. Obcisła bluzka bez rękawów tak cudownie podkreślała jej piersi, oddech już się wyrównał, ale zaróżowione policzki nadal kusiły, patrzyłam już tylko na jej usta, obiektywnie były zbyt wąskie, ale dla mnie była to jedna z najseksowniejszych rzeczy które mnie w niej kręciły. Przeczesałam ręką włosy- Ogarnij się dziewczyno- zganiłam się w myślach. Ustalałyśmy że w pracy nie będziemy się afiszować, w końcu zawsze znajdzie się jakiś idiota który stwierdzi że lesbijka to zły przykład dla dzieci, który na pewno sprowadzi ich na złą drogę.

-A pozatym, wyobrażasz sobie poszła do niego…- teraz Kaśka opowiadała swoją historię, której już wogóle nie słuchałam. Miała to do siebie, że o czym byś nie mówiła, jej zawsze przydarzyło to samo, tylko trzy razy gorzej. Paula nie ułatwiała mi zadania, widząc co się ze mną dzieje, nachyliła się jeszcze mocniej w moją stronę, niby zasłuchana w paplaninę dziewczyn, co i rusz, jakby od niechcenia, przesuwała palcem po ustach. Bawiła się ze mną, a ja miałam ochotę rzucić ją na ten stół…-Dość już…-pomyślałam, a powiedziałam na głos- Idę …- A po co już?- Paula próbowała się nie śmiać.- Musze jeszcze popracować…- powiedziała cokolwiek i wyszłam z kuchni.

Na rampie przypaliłam papierosa- Kurwa mać- pomyślałam- nie wiem co się dzisiaj ze mną dzieje, przecież się spotkamy za kilka godzin, ale ta obojętność w pracy była jakaś taka denerwująca, dołująca i w ogóle. Paula wyszła kilka minut za mną- Co jest? Wyleciałaś z tej kuchni jakby cię ktoś gonił?- zapytałam ze śmiechem. Pogładziłam ją po przedramieniu- Czy ty musisz być taka nieznośnie urocza?!- zapytałam z autentycznym wyrzutem. –Nieznośnie?- Tak, nieznośnie! Kiedy wiem że nie mogę cię dotknąć, to mnie coś strzela…a ty jeszcze bardziej mnie nakręcasz…- Zbliżyła się do mnie na tyle blisko, na ile mogła- Przecież ja nic nie robię…- niemal czułam jej oddech na policzku. Klepnęłam ją w biodro- Paskuda jesteś!- teraz już obie się śmiałyśmy. –Moja koleżanka robi jutro grilla, obiecała że cię przyprowadzę...możesz?-

-No jeśli obiecałaś to niech będzie…-

00:05, layla_p2
Link Dodaj komentarz »
środa, 26 maja 2010
kochanica

-Chodź słońce, odprowadzę cię- Lili zamknęła za sobą drzwi. Czarna nie odwracając się poszła do pokoju w którym miała swoje rzeczy. Wyszłyśmy na dwór, powietrze było rześkie, trochę chłodne, burza przegoniła wszelkie oznaki lata przypominając jaką jeszcze mamy porę roku. Wciągnęłam bluzę którą dotąd trzymałam w ręku, głowę zakryłam kapturem. Wiedziałam że i tak za chwilę będę flikać i chciałam osłonić trochę twarz. Szłyśmy tak przez dłuższą chwilę- I jak poszło?- odezwała się wreszcie Lili,  było to retoryczne pytanie, bo z naszego zachowania na pewno już wywnioskowała odpowiedź. Nie wyglądała na zmartwioną. –Nijak- załkałam znowu-Nie wiem po co ona w ogóle przyjechała- Zatrzymałyśmy się na chwilę, a Lili objęła mnie w pasie czekając aż się uspokoję. Po chwili wypłynął ze mnie potok łez i słów- Wiesz co…najpierw pierzyła pół godziny o tym jak tęskni, a potem tłumaczyła że nie może od niego odejść póki mała nie podrośnie. Rozumiesz coś z tego?- Lili tylko wzruszyła ramionami, a ja zaczerpnęłam powietrza bo z emocji zaczynało brakować mi tchu- Idzie do jakiejś szkoły, zaocznie…w Warszawie…powiedziała, wyobrażasz sobie? Powiedziała że możemy się wtedy spotykać…w weekendy!-

-Tylko w weekendy…-potwierdziła Lili

-Tylko…-przytaknęłam-miałabym zostać jej kochanicą, taki sobotni romansik, wyobrażasz sobie?!- Lili już nic nie mówiła, czekając aż się wygadam. A ja mówiłam, mówiłam, wszystkie argumenty dlaczego mogłabym zostać jej kochanką oraz dlaczego absolutnie nie mogę tego zrobić. Gdy doszłyśmy do domu Lili otworzyła sobie piwo nadal cierpliwie słuchając. Po jakimś czasie zamilkłam w końcu zmęczona i wyszłam do kuchni zapalić. Otworzyłam okno wydmuchując dym –No ale co ty o tym myślisz?- Lili przywarła do mnie całym ciałem, trochę by mnie pocieszyć, trochę by zmieścić się przy wąskim parapecie.

-Ja myślę…że ty już wiesz co powinnaś zrobić…-

-Wiem…niestety, możemy się widzieć raz na tydzień, ale nie zniosłabym niedzielnych wieczorów wiedząc że jedzie do niego…- Lili pogładziła mnie po włosach- Widzisz, jaka ty mądra dziewczynka jesteś…tylko zastanawia mnie jedno- Lili uśmiechnęła mnie zaczepnie- Czym się różni ta sytuacja od tej z Basią?- No tak, kiedyś sypiałam z mężatką, byłam właśnie tą kochanicą i jakoś mi to  nie przeszkadzało. Pomyślałam chwilę- Wiesz…wtedy obie chciałyśmy tylko romansu, sexu z odrobiną czułości…chyba za bardzo mi na niej zależy, nie chcę tak…-

-Ale nie będziesz już płakać?-

-Nie, to już jest za mną, tak serio…-

-To świetnie!- Lili rzuciła papierosa za okno- musze już lecieć, spotkamy się jutro ok.? zresztą wiesz co- złapała mnie lekko za włosy- przyjdź wieczorem do zakładu, trzeba ci w końcu ściąć te włosy, bo wyglądasz strasznie nijako-

-Dziękuję bardzo- odpowiedziałam z obrażona miną.

-No dobrze- zaśmiała się- Wyglądasz cudownie, a ja dam ci szansę wyglądać przecudownie-powiedziała teatralnie. Lili zawsze sądziła że lekarstwem na wszelkie smutki jest zmiana fryzury. I bardzo często miała rację…- Weź jeszcze tą swoją lalkę…-powiedziała już w drzwiach

-Paulę?- zapytałam głupio

-Jeśli masz jeszcze jakąś inną, to się nie krępuj, przyprowadź wszystkie- i już jej nie było.

23:49, layla_p2
Link Komentarze (2) »
wtorek, 18 maja 2010
wariatki

Kiedy doszłyśmy na kamienistą plaże Wisły znad horyzontu nadciągały buro granatowe chmury raz po raz przecinane blaskiem błyskawic. Ponure grzmoty z minuty na minutę stawały się coraz głośniejsze. Nie trzeba było być znawcą meteorologii aby przewidzieć że za parę chwil będzie ulewa.

-Wracamy- powiedziałam wpatrując się w świetlisty spektakl, który dodatkowo urozmaicany wzburzoną wodą dawał piękny efekt.

-Tak…- zgodziła się ze mną także nie odrywając wzroku. Jednak coraz mocniejsze podmuchy wiatru zreflektowały nad do powrotu.

-Ładnie wyglądasz, w ogóle nie widać że byłaś w ciąży…- nie zdołałam wymyśleć nic sensowniejszego.

-Co mi miało zostać, niemal nic nie jadłam…- odetchnęła głęboko- wiem że cię skrzywdziłam, ale ja też…. Zmuszałam się do każdego kęsa, wiedząc że muszę też myśleć o Zosi, ale gdy myślałam o tobie na nic nie miałam już siły…-

-Dałaś jej na imię Zosia? Śliczne imię…-

-Wiem…pamiętam jak kiedyś o tym mówiłaś. Chciałam aby miała także coś od ciebie…-

Duża, ciężka kropla spadał mi na nos, ale za nim zdołałam ją otrzeć lunęła ulewa. Na szczęście byłyśmy już przy blokach, schowałyśmy się w najbliższej klatce. Było dokładnie tak jak na początku, kiedy przyszła do mnie z parasolką. Ale wtedy było prosto i cudownie, ona pragnęła mnie, ja ją a moim jedynym zmartwieniem były grymasy Lili. Dziś czułam, gorycz i odrzucenie…i złość która narastała we mnie coraz bardziej…

-Po co przyjechałaś?- zapytała cicho, patrząc się przez okno na szalejąca nawałnicę.

-Tęskniłam…bardzo…-

-Jesteś z nim nadal?-

-Tylko na papierze…- zawiesiła głos

-Wystarczająco…-

-Proszę cię…-

-Nie chcę tego słuchać- przerwałam jej i teatralnie zasłoniłam uszy

-Proszę…-odsunęła moje dłonie- Te miesiące to był dla mnie koszmar, nie…nie żałuję dziecka, Zosia jest przecudowna i tylko dzięki niej jakoś się trzymałam. Musisz mnie zrozumieć że nie miała wyboru… Nie znasz mojej rodziny, mój ślub…wszyscy byli tacy szczęśliwi a ja wymiotowałam w łazience i modliłam się aby było już po wszystkim. Tak bardzo chciała żebyś to ty była przy mnie…-

Oczy jej się zaszkliły, odruchowo objęłam ją chcąc choć trochę ukoić ból.

-Twoje sms-y były takie harde, myślałam że nie chcesz mnie już widzieć…Lili opowiedziała mi wszystko, że ci zależało…-

-Naprawdę miałaś wątpliwości czy mi zależy?!- przerwałam jej w pół słowa. Odeszłam od niej i usiadłam na schodach.

-Przecież to ty mnie zostawiłaś, dla niego…- ale słowa uwięzły mi w gardle. Wspomnienia wróciły przypominając ogień, który palił do żywego. Nie odezwała się już i zapaliłam papierosa.

W tym czasie z góry zeszło dwóch chłopaków, na oko młodziutkich chociaż ich wyrośnięte karki dodawały im lat.-Cześć dziewczyny, chowacie się przed burzą? Może posiedzimy z wami, będzie milej?-

Spojrzałam na nich jak na przybyszów z innej planety -No co się nie odzywacie?- spoglądali to na mnie to na Czarną.

-Sorry, załatwiamy swoje sprawy- próbowałam ich spławić.

-No co ty mała?- uśmiechał się do mnie- a jakie sprawy mogą mieć dwie tak piękne dziewczyny? No chyba że problem braku prawdziwych mężczyzn u swego boku…- zaleciało tanim podrywem- Chodźcie z nami. Jest impra u Czachy, tylko elita tam idzie, wprowadzimy was- zachęcali.

Myślałam że zaraz mnie coś strzeli, życie mi się waliło a oni nadal tu stali i pieprzyli farmazony.

-Chodź idziemy- pociągnęłam ja za rękę

-Hej no- zawołali zdziwieni-  przecież zaprosiliśmy was na imprę?!

Coś we mnie wezbrało, miałam już dość ich, jej…

-Spierdalaj kurwa! Idź na tę pieprzoną imprę i złap jakiegoś lachona, ale daj mi kurwa spokój!- wykrzyknęłam tak głośno że na chwilę zapadła cisza a cała trójka wpatrywała się we mnie, Czarna z niepokojem a tamci dwaj ze zdziwieniem. Oddychałam już bardzo głośno nie wiem czy bardziej już zdenerwowana nimi czy nią.

-Ty Bastek- odezwała się jeden z nich- to jakaś świruska jest! Chodź spadamy stąd!- i po chwili byli za drzwiami - Nara wariatki…!

22:48, layla_p2
Link Komentarze (1) »
sobota, 15 maja 2010
niedziela

Złapałam za klamkę, ale pomimo mocnego szarpnięcia nie udało mi się otworzyć drzwi. Spojrzałam jeszcze trochę nieprzytomnie zastanawiając się czemu czuje opór. Po wczorajszej butelce czułam się okropnie, było już lepiej niż rano kiedy głowa miażdżyła mnie całą a w ustach czułam smak jakbym właśnie skonsumowała gumowego buta, ale nadal czułam się fatalnie. Kiedy weszłam rano pod prysznic intensywnie myśląc jak ja w ogóle wróciłam do domu przypomniała mi się Lili i Czarna jak obie debatowały nad moim łóżkiem. Zastanawiałam się czy serio byłam tak zalana czy ona faktycznie tam była. Przy wcieraniu balsamu stwierdziłam że musiała tam być, nie byłam aż tak pijana żeby mieć majaki. Wspomnienie to mnie trochę przeraziło, trochę ucieszyło. Nie wiem czy byłam gotowa się z nią spotkać, gadać jakby nigdy nic się nie stało, długo przerabiałam jej powrót do domu, jej ciąże i narzeczonego. Ale chciałam ją zobaczyć, porozmawiać…

Podeszłam do okienka które było po boku i zobaczyłam że w salonie Lili panują ciemności.

-Cholera, matołku ty…- ochrzaniałam się w myślach- przecież dzisiaj niedziela…- Nic dziwnego że drzwi były zamknięte. Miałam już wchodzić na klatkę ale zapaliłam wpierw papierosa, po wczorajszym wieczorze nie miałam już ochoty nawet na palenie, ale czułam coraz większe zdenerwowanie tym co mnie czeka na górze…

Na klatce wpadłam na starego Malinowskiego, zalany siedział na schodach dopijając butelkę która stała koło niego.

-Ooo, witam sąsiadkę- wybełkotał nie czekając na odpowiedź- Ta stara kurwa nie chcę mnie wpuścić! -wykrzyczał już- Do mojego mieszkania…Kurwooo!!!- wykrzyczał już w stronę drzwi. Obeszłam go jak najszerszym łukiem i wyjęłam klucze do mieszkania Lili. Dostałam je od niej po pierwszej kłótni z Czarną. Malinowski patrząc za mną gdzie wchodzę zawołał- Sąsiadko, choodź, coś ci powiem…!- kiwał krzywym palcem.

-Tak…- odwróciłam się w jego stronę patrząc się jak na zdechłą rybę.

-Nie idź tam…-próbował szeptać ale wychodził z tego bełkot- ta dziewczyna, wnuczka... …tej starej co tu mieszkała…taka dobra, do piwa dołożyła- zawiesił głos aby na chwilę odsapnąć- to jest…hsz…li…- próbował coś bełkotać- to jest fsz….no pedałka!- powiedział ucieszony wyartykułowanym słowem.  Nie widząc żadnej mojej reakcji rzucił butelką w drzwi –Kuurwo, wpuść mnie!- krzyknął. Nie czekałam na dalszy finał który na pewno skończy się policją weszłam do Lili. W mieszkaniu było cicho ale zapalone światło w kuchni wskazywało że ktoś tam jest. Stanęłam w progu, obie  siedziały kompletnej ciszy patrząc  w moją stronę.

Widząc Czarną po raz pierwszy od wielu miesięcy żołądek ścisnął mnie tak że myślałam że zegnę się w pół ale starałam się trzymać w pionie. Lili wstała i pocałowała mnie w policzek

-Cześć słońce, jesteś nareszcie- robiła to bardzo rzadko-siadaj…-podsunęła mi taboret- Dzwoniłam do ciebie, czemu nie odbierałaś?- Pomacałam spodnie i kurtkę

- Nie wzięłam telefonu…. Spojrzała na Czarną badając jej reakcję ale ona w ogóle się nie odzywała- Malinowski strasznie szaleje dzisiaj…-próbowałam narzucić temat aby zyskać jeszcze parę chwil. Jak na zawołanie usłyszałyśmy z korytarza taką wiązankę, że gdyby słowa miały moc Malinowska już by leżała.

-No…-pociągnęła Lili- ale może sobie krzyczeć, Malinowska pojechała do matki i pewnie nie za prędko wróci.-

-To będziesz miała fajny wieczór- powiedziałam. Znów nastała cisza…

-Lili…my się chyba przejdziemy?- skinęłam na Czarną która odezwała się pierwszy raz odkąd przyszłam- Tak…przejdźmy się-   chyba z ulgą że chce rozmawiać bez Lili.

-A nie możecie tutaj?!- ona  nie była już tak zadowolona z pomysłu.

-Lili, wiesz że nie…- położyłam jej rękę na ramieniu.

-No wiem-odpowiedziała krótko -Ale pamiętaj…-zawiesiła głos spoglądając na Ewelinę- ale nie dokończyła zdania.

-A…- odezwała się gdy byłyśmy już przy drzwiach- o 23 zamykam drzwi więc wróć łaskawie- powiedziała groźnie jednocześnie robiąc strasznie duże oczy gdy spoglądała w moja stronę. Ktoś kto znał Lili mógł łatwo rozpoznać kiedy się denerwowała- źrenice robiły jej się wielkie jak po zażyciu jakiegoś specyfiku, przez co oczy czarniały jak w mandze. Rzadko się denerwowała więc było to od razu widoczne…

Na korytarzu minęłyśmy Malinowskiego, który zmęczony krzykiem i czystą starogardzką zasnął.

-O czym miałaś pamiętać?- zapytałam już na dole

-Lili…- spojrzała na mnie niepewnie- kazała mi obiecać że nie będę ci mieszać w głowie.

Jasne…już to widzę…-pomyślałam i w ciszy poszłyśmy w stronę Wisły…

22:04, layla_p2
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7